
Czy masz coś do powiedzenia?
Nie.
Dlaczego?
Bo nic nie przychodzi mi do głowy.
To było dawno temu kiedy po raz pierwszy spojrzałeś na coś
tak niewyobrażalnie pięknego, że na chwilę zapomniałeś oddychać.
A może jednak to nie było tak dawno?
Nie pamiętasz.
Albo nie chcesz pamiętać w tej akurat chwili.
Ale spróbuj, zatoń w swojej wyobraźni, poczuj zapach tej chwili,
ananas, morela, brzoskwinia? A może jabłko?
Przypomnij sobie drżenie rąk i półuśmiech widniejący na twojej twarzy
od rana
do nocy
Skąd się wziął?
Dlaczego trwał?
Taki błogi mętlik w głowie. Natłok myśli. Nie możesz się uczyć.
Od tego się zaczyna i na tym się kończy.
Czujesz zapach chwili, twoja głowa pęka od myśli, twoje oczy są tak
samo błyszczące jak wtedy. Zapominasz oddychać.
I nawet się uśmiechasz, tylko trochę inaczej.
Jest jednak mała różnica. Niewielka. Naprawdę.
Coś nowego.
Twoją koszulkę pokrywa kilka małych, mokrych plamek.
Od czego?
Nie wiem.
Już zapomniałam jak się płacze.
Czasem robimy coś na co tak naprawdę nie mamy ochoty, ale coś nas ciągnie do tego żeby to zrobić, wiemy, że to nie fair, że nie powinniśmy ale... mimo wszystko, a kiedy przychodzi rozczarowanie, myślimy, ale byłem głupi. czasem ten moment otrzeźwienia jest ważny, czasem decydujący, czasem.. sami nie wiemy co jest dla nas najlepsze. Gdybym wiedziała... Nie pisałabym tego. Gdybym tylko wiedziała, że gdzieś, kiedyś, w jakimś miejscu, jest odpowiedź. Ale nie wiem. A jeżeli jej nie ma? Jestem zagubiona wśród swoich własnych myśli. O dziwo. Tam jest zgubić się najłatwiej. Tyle tam korytarzy, że sami dziwimy się, że taki mętlik zakorzenił się właśnie w naszej głowie. Lekka przesada, niemożliwe? A jednak. Sami sobie jesteśmy wrogami. Tymi najgorszymi.
czasem tęsknimy za dzieciństwem, za tymi nieskazitelnymi latami wolności umysłu i ciała,
emocje były lżejsze, problemy wydawały się inne, mnie ważne? nie, tylko my byliśmy inni,
cała magia dorastania nie była tak magiczna, istniało coś pociągającego w momentach
przebijającej się do umysłu świadomości, lecz wraz z tą świadomością malała nasza dziecięca
odporność, niezniszczalność, niepokonani, pokonani,
popełniamy błędy, ale świadomość zawsze przychodzi po fakcie,
gdyby można było tak zamrozić się w tej wędrówce między podjęciem decyzji
a jej konsekwencją wszystko było by prostsze,
przestrzenie, wymiary naszej świadomości, podświadomości robią z nas idiotów,
żyją własnym życiem sprawiając, że sami już nie wiemy czy to my podejmujemy decyzje,
czy to my cierpimy, czy to my potrafimy się śmiać i płakać,
czy można to kontrolować? czy można się tego nauczyć?
przecież z doświadczenia wiemy jak bardzo potrafi boleć,
ale ogrom tej emocji uświadamiamy sobie dopiero gdy znów przychodzi,
wtedy zawsze zadajemy sobie pytanie, po co, skoro wiedziałem, że tak boli,
chyba nigdy się nie nauczymy,
jednak posiadamy tą niezniszczalną moc podnoszenia się za każdym razem,
kosztuje to wiele, przede wszystkim czas, ale zawsze wstajemy,
cieszyć się z tego?
czy jednak próbować ogarnąć tą pieprzoną świadomość,
mam wybór ale go nie mam,
potrzebuje ale nie potrzebuję,
chcę ale nie chcę,
tęsknię ale nie chcę tęsknić,
kocham ale nie kocham,
widzę ale nie chcę widzieć,
więc co robić?
nic
coś
jedno wiem na pewno,
boję się.
każdego dnia.
<>
boję się. w tej minucie, w tej właśnie krótkiej sekundzie ogarnął mnie strach tak paraliżujący,
jak ta tęsknota, której tak naprawdę nie odczuwam. zawarliśmy tajny pakt o nieagresji,
zawieszenie broni na czas nieokreślony.
kiedy wchodzę do domu, zatykam nos i usta, uciekając od tego zabójczego zapachu, którym
przesiąknęły moje ściany. w myślach gotuję się ze złości, gdyż pomimo szczerych chęci, woń
jakimś cudem dotarła do mózgu, miażdżąc moją silną wolę.
mówisz, a ja się uśmiecham, chociaż wcale mnie te słowa nie cieszą. nie bolą, bo się przyzwyczaiłam.
przyzwyczaiłam się do pewnych rzeczy, które wydają się trwałym elementem świata. niestety
nie tego mojego.
im szybciej dezertuję, tym szybciej mnie gonisz, nie wiedząc konkretnie po co. chowam się
za drzewem, za dębem i liczę żołędzie na rozluźnienie i uspokojenie oddechu. po chwili
jednak stajesz nade mną z kpiącym grymasem na ustach, wyciągasz rękę, będąc pewnym, że powiem tak.
podążam za tobą bez sprzeciwu, słucham cię z uwagą, ale nie słyszę, co mówisz, odurzona tym zapachem.
wciągam głęboko powietrze, nasycając się aromatem, który z pewnością mnie zabije.
przeciwieństwa. zło przyciąga. zatracam się w tych tęczówkach i natychmiast zapominam
o swojej tożsamości.
odejdź, odejdź. powiesz słowo, a ja będę twoja. to złe. a zło przyciąga. dlatego odejdź.przegrała, ty wygrałeś. magia słów. w sumie mówi jedno, ale myśli drugie. i jest bardziej
obojętna niż wszyscy myślą. nieważne, że stwarza pozory; nieważne, że kłamie. ważne, że
nie potrafisz czytać z jej spojrzenia. przygniatają ją nieprzyjemne myśli i wizje z przeszłości.
chce się bronić, zamyka umysł, ale cały mechanizm działa w odwrotną stronę.
najgorsze, że sama, do licha, nie wie. sama nie wie, a tak bardzo chciałaby się dowiedzieć.
mimo że już po fakcie i dawno nieaktualne.
człowieku, jesteś zwyczajnym elementem tego złego świata. nie masz przywilejów. nie martw się,
nikt ci się nie dziwi, że mając do wyboru zgniłą, nadgryzioną, robaczywą śliwkę i soczyste, dojrzałe jabłko,
wybrałeś słodkie jabłuszko. halo! tylko zapomniałeś, że to ty nadgryzłeś tę odpychającą śliwkę. z lenistwa nawet
nie wyrzuciłeś zepsutego owocu do śmieci. zostawiłeś na środku, aby wszyscy patrzyli jak się rozkłada.
wszyscy tylko nie ty. ty, niczym słońce, zająłeś się bardziej kuszącym owocem. delektujesz się
jego smakiem, wyciskając ile się da. bo to uwielbiasz. jedna i druga wie, jaki jesteś. gdyż nawet nie starasz się tego ukryć.
obie jednak bardzo różnią się wnętrzem. i zewnętrzem.
pierwsza zamienia w popiół wszystko na co spojrzy.
odrzuca brutalnością i agresywnością. zazwyczaj się nie odzywa, ale kiedy w końcu zaszczyci
obecnych swoją wypowiedzią, nie grzeszy dobrocią. jej słowa powoli ale jakże głęboko nacinają
wrażliwą skórę. dziewczyna zdaje sobie z tego sprawę i to ją cieszy, a fakt ten sprawia, że
jest jeszcze bardziej zła. kusi nieskazitelną urodą, zachwyca kocimi ruchami. mężczyźni padają
przy niej na kolana, a ona z bezczelnym uśmiechem na czerwonych, pełnych ustach wyciąga nóż, odchyla ich głowy i jednym sprawnym ruchem pozbawia marionetki życia. podziwia ich ciepłą krew,
rozkoszuje się jej metalicznym zapachem i odhacza kolejne nazwisko na swojej czarnej liście.
dokonałeś wyboru.
nie myśl, że możesz ją dotykać, kiedy tylko zapragniesz. bo tak się składa, że nie możesz, kochasiu.
numer dwa? a może sto pięć tylko gdzieś się w dodawaniu machnąłeś?'tak, tak, tam w lustrze to niestety ja, tak, tak'
nienawidzi tych czarnych smug na policzkach, które pojawiają się tak nagle, całkowicie bez zapowiedzi. straszliwy ból głowy minął bezpowrotnie po trzeciej tabletce, a ona siedziała do końca dnia i słuchała ulubionych piosenek i podśpiewywała pod nosem, z uśmiechem na ustach. i nie przeczuwała, że szara postać z nożem stoi pod jej oknem, obserwuje jej ruchy i czeka na zadanie ciosu. nie, nie ostatecznego.
[puka się w czoło] ty głupia jesteś. tak łatwo zapomniałaś, że to ciebie świat nienawidzi najbardziej? stworzyłaś zło, a za to się płaci. przeznaczenia nie oszukasz, ciemność zawsze będzie twoim prześladowcą.
powiedziałaś, co chciałaś, ja też powiedziałam kilka słów. jednym zdaniem tak jakby mnie chwilowo pogrzebałaś. znowu zniszczę płuca, wrzeszcząc o ratunek.
rozczarowanie. trochę bólu, ale wielkie rozczarowanie. moje małe ja uciekło gdzieś tam w środeczek. otoczyło się warstwą tkanki tłuszczowej, która rośnie i rośnie. a ja coraz słabiej się słyszę i czasami nawet nie wiem, że to ja.
nie staraj się, nie bądź miła. i tak zawsze ktoś cię kopnie po dupie. tym razem tobie się to udało. brawa. owacje na stojąco. bis.
czy półtora tygodnia to sporo czasu?ten okres w roku działa na nią bardzo twórczo. znowu sobie przypomniała,
że nienawidzi zapominać. nie ma już szesnastu lat, więc niech się
zachowuje jak na jej wiek przystało.
nerwowe spoglądanie na zegarek, czekanie nie wiadomo do końca na co.
to zdecydowanie nie dla niej, szczególnie, że jest zodiakalną panną,
a one nie są znane z takiej nerwowości.
w tym momencie uważa, że jednak powinna się urodzić kilka dni wcześniej,
gdyż ten narwany temperament odpowiada bardziej innej planecie.
przestań tak robić, oj przestań. ona tego nie znosi. widzi wszystko
na zielono, a to naprawdę nic dobrego. piana toczy się z ust, a para bucha z uszu.
bardzo by chciała, ale jednocześnie nie chce.
bo jest takim zagmatwanym przypadkiem.Kiedy dopłynęła już na wystarczającą odległość zadbała o to aby Siedem skręcił w lewo, omijając z dala Sztylet. Coś zasłoniło księżyc i jedynymi źródłami światła zostały pochodnie oraz gwiazdy. Patrzyło na nią tysiące par oczu. A może to były tylko białoniebieskie zerknięcia z nieba?
Czuła ich obecność, a jednak się bała. Nie wszystko do końca przypominało jej wizje Strumyk. Kres Obłoków - czym jest? Czy kiedykolwiek dotknie gęstej mgły spowijającej dalekie wybrzeże?
Było ciemno i jedynie czego pragnęła to znów ujrzeć słońce. A może jednak lepiej ukrywać się w mroku?
Zastanawiała się jeszcze przez chwilę, po czym postanowiła zrealizować każde jedno, najmniejsze marzenie, które uleciało z jej rąk kilka miesięcy temu.
Wciąż może być tą samą Strumyk.pewne naprawdę niespodziewane okoliczności zmusiły ją do zrobienia malutkiego
rachunku sumienia.
co się śmiejesz? wbrew pozorom ona też ma sumienie. potrzebuje dobrego
spowiednika.
ostatni tydzień obfitował w wyjątkowe wydarzenia. obudziły się w niej
dawno zapomniane instynkty. liczyła, że świat dał jej wreszcie
święty spokój i pozwolił zaczerpnąć trochę tlenu. teraz już tylko patrzy na
siebie z niesmakiem, nie pamiętając o czym myślała trzy sekundy temu.
zebrało się w niej bardzo wiele niewypowiedzianych słów, których albo
nie miała okazji powiedzieć albo zwyczajnie się bała. bo ludzie są znudzeni
słuchaniem mało interesującej prawdy, która czasami zmusza do głębszej analizy
i refleksji. dlatego właśnie zataja pewne sprawy, próbując zgrywać bardziej
wyluzowaną.
dla każdego robaczka ma kilka zdań, które ją duszą i musi się ich pozbyć
jak najszybciej. zamierza definitywnie wynieść te niedokończone rozdziały
na strych, polać benzyną i upuścić niechcący zapałkę. wie, że siły nieczyste,
którym oddała duszę za każdym razem zaprowadzą ją w ślepy zaułek.
zastanawia się od którego zacząć, chociaż kolejność w zupełności nie ma
dla niej znaczenia.
1. jeśli nie czytasz książek, to przykro jej, ale nie znajdziecie wielu
wspólnych tematów. myślała, że dla wszystkich jest jasne, że kiedy zapada
ciemność, należy zapalić światło. w tym sklepie niestety zabrakło żarówek.
2. chyba zapomniałeś jak bardzo jej nie znosiłeś. ona wciąż pamięta, jak
wracała w pogodną środę przez most do domu bez chusteczek. mówiłeś, że
była dla ciebie toksyczna, i nawet jeśli zmienił jej się głos to ona nadal
jest równie trująca. A fakt, że pamiętasz jakich używa perfum to dla niej
żadna rewelacja. uważa, że nie potrzebujecie okazji do ponownego doprowadzania
się do szału.
3. upiornie wstydzi się tych krótkich momentów, kiedy alkohol szalał jej
we krwi, a ona popatrzyła na ciebie inaczej niż powinna. bo kiedyś jeszcze
mogła, ale teraz jest to jeden z nacięższych grzechów.
4. ty na nią zadziałałeś w strasznie pokrętny sposób, którego ona sama
do końca nie rozumie. a gdy wyjechałeś bardzo żałowała, że była taka nijaka
i nie sprecyzowała swoich pragnień. a teraz raczej nie chce, żebyś przyjeżdzał
bo jesteś już wyłącznie musztardą po obiedzie.
5. często ze śmiechem wspomina jak się poznaliście. chociaż poznaliście to zdecydowanie
złe słowo, bo wy się przecież wcale nie znacie. a mimo to oszalała na twoim
punkcie. Chociaż zrobiłeś ją w balona, bardzo się cieszy, że lubisz wysokie, brązowookie Kasie.
pozostaniesz dla niej ideałem z marzeń, bo nie sądzi, że kiedykolwiek jeszcze
spotka takiego faceta jak ty. kiedyś bardzo chciała, żebyś wysiadł z pociągu i szukał
na peronie dziewczyny w zielonych kozakach. po zastanowieniu stwierdza, że teraz chce równie mocno.
6. kiedy ciebie ujrzała, była bardzo młoda i głupia i często robiła sobie
warkocze. przejrzyście widzi ten czas, bo wtedy jeszcze nie miała grzywki.
wyznaliście sobie dozgonną miłość, spędziliście dwie noce przy winie i paliliście
papierosy na jej balkonie. rozmawialiście o wszystkim tak jak tylko wy potraficie,
mimo że teraz nie macie ze sobą już nic wspólnego. wcale jej to nie martwi, bo każdy wie, że
jesteś nicponiem przez duże n.
7. bardzo przeprasza, że dopiero teraz sobie o tobie przypomniała. a to naprawdę dziwne
gdyż jesteś na swój sposób najbardziej barwną postacią z jej młodości.
kojarzysz jej się przy najgłupszej piosence pod słońcem, kiedy ją słyszy to płacze ze śmiechu.
przy istotnych pytaniach z jej przeszłości, zawsze będziesz ważną częścią udzielanych przez nią
odpowiedzi, co jakoś niestety nie przyprawia ją o zbytnią radość.
8. o tobie ma najwięcej do powiedzenia, ale teraz nie ma zielonego pojęcia od czego zacząć. wspomina twoją reakcję na zaproponowaną
przez nią niecodzienność. twoja cierpliwość w końcu została nagrodzona, chociaż nie czuła się nagrodą.
zaraziłeś ją swoim entuzjazmem i wiecznym uśmiechem. o początkach końca nie pragnie pamiętać.
nawet jeśli nie chcecie, to ten ponad rok będzie zawsze was łączył. niepotrzebnie kłamałeś,
że nie lubisz blondynek. ten jedyny fakt ją boli do dzisiaj.
niezliczona ilość wypitego wina. jazda w deszczu na motorze. ukochany ryż z kurczakiem.
siedem pierwszych razów. łaskotki. maniakalne chodzenie do kina. wakacje.
a bluzkomania została jej do dzisiaj.
żałuje jedynie swojej uległości. pasujecie do siebie idealnie, gdyż jesteście tak samo źli.
9. ciebie zostawiła na deser, chyba dlatego, że widzieliście się jakieś szesnaście godzin temu.
przypomniałeś, że nie umiecie nie kłócić się o bzdety. w waszych rozmowach ironia goni
ironię. również uświadomiłeś jej wiele ważnych spraw, których udawała, że nie widzi.
tylko z tobą może spacerować bez końca, w twoim towarzystwie cisza jej nie razi. i tak cudownie
jak na tej ławce nie czuła się już dawno. bo tylko przy tobie milczy jak zaklęta. ona, która potrafi zagadać na śmierć. siedziałeś z nią na placu zabaw do drugiej w nocy i sprawiałeś swoją obecnością, że bawiła się wyśmienicie.
od teraz będzie sobie pluła w brodę.
przywróciłeś jej wiarę, za co tobie jedynemu serdecznie dziękuje. niestety stwierdziła, że wasza
znajomość nie przyniesie już nikomu nic dobrego. na twoich czterech wczorajszych słowach przepłynęła
na drugi brzeg. nie zasługujesz na kogoś tak niemoralnego jak ona.
z każdego z wyżej wymienionych robi laleczkę woodoo. jesteście zdani na jej łaskę,
a wasze wcześniejsze poczynania wyłącznie was pogrążają. możecie być pewni, że nie będzie miała
litości.
należycie do jej świata, bardzo by chciała wysłać was daleko w kosmos na pożarcie obcym, ale jest dużą
dziewczynką i wie, że takie rzeczy to tylko w filmach.
liczy dni, ale już bez tamtych emocji. teraz wyłącznie z przyzwyczajenia
przewraca kartki kalendarza. ze spokojem, machinalnie, bez mrugnięcia.
podsumowała mniej i bardziej bieżące sprawy i okazało się, że już dawno
spadła poniżej punkt zamknięcia firmy. same straty, zero zysków, znikome
obroty. nikt nie pyta o cenę udziałów. właścicielka doskonale zdaje sobie
sprawę, iż na nieużywane starocie nie znajdzie się żadnego nabywcy. nawet ślepego, głuchego,
czy z garbem. każdy, w pewien niezrozumiały sposób, wyczuje z daleka kiepską
jakość towaru. nawet nie chodzi o to, że uszkodzony, czy przeterminowany.
po prostu, zwyczajnie nie leży na tej półce, z której on chciałby wziąć.
szukała wszędzie, paprała się mało ambitnymi możliwościami. jednakowóż w końcu wpadła
na genialny pomysł i postanowiła gadzinę zagłodzić. ku jej rozpaczy
istniała metoda na, i takiego, głoda.
nie miała wyjścia i podświadomie zastosowała się do zasady 'przyjdzie
góra do mahometa'. jebana prawda, bo przyszła. się dziewczyna naczekała,
myślała, że fajnie, że wreszcie, że tym razem to na pewno na zawsze.
było fajnie, ale przez chwilunię. co ma biedaczka poradzić, że jest zachłanna
i chciała wielgaśną chwilę.
tak, wie, że pójdzie do piekła. że ją pochłonie ogień piekielny.
wróciła znowu do punktu połowicznie jawnej niemoralności, tym razem
bardziej nagiej. czuła, jak krąg się zacieśnia. pewne obrazy kłują w oczy
na jawie. szukała ukojenia w krainie snów, gdzie na nieszczęście te widoki dwoiły się
i troiły. przez to stała się istotą mroku, półkosmitą.
miała świra, miała fioła, miała bzika. a teraz czeka na odważnego,
który wbije drewniany kołek w jej martwe serce. i wcale się nie wstydzi,
że sypia w trumnie. czasami przysiada na księżycu i celuje swoją mini
procą z zatrutymi pociskami w ten znienawidzony obiekt, i już prawie strzela,
gdy w ostatniej sekundzie odzywa się jej, równie znienawidzona, lepsza
strona.
chciałaby być egoistką i mieć wszystko głęboko w poważaniu, a mimo
wszystkich mniej i bardziej bolesnych ukąszeń i poparzeń, kiedy słońce
pojawia się nad horyzontem, skacze, odprawiając dziki taniec radości.
wbrew pozorom głupia nie jest i doskonale wie, że któregoś nocnego dnia
dla niej słońce wstanie po raz ostatni. na tę myśl już nie ma krzyku i
lamentu. wszystko zginęło śmiercią naturalną. bez braku światła po jakimś
czasie się umrze, i ona się cieszy, bo nikt jej nie zreanimuje.
jej podziurawiona dusza pogrąży się w ciemności, nicości, czy innych
pięknie brzmiących otchłaniach.
wiadomo że by wolała nawiedzać i straszyć, ale jest zdecydowanie zbyt
mało ważna, by pełnić tak ciekawą rolę w tym magicznym trójkącie.
miłość jak tequila. zgadza, kurwa, się.
- Powiedz mi. Czy to jest tak, jak morze, niebo i cały świat naokoło, taka głębia i piękno, czy to jest tak jak jak błękit wody?
- Nie, to nie jest jak morze, to jest jak ocean, jego głębia i odcień, to jest jak słońce i cały świat, jak najgłębszy, najpiękniejszy błękit wody oceanów, wszystkich...
Uwięziona w ogrodzie. Chce wyjść, uciec. Ale nie da się. Bo ogród spowija magia.
Wszystkie tajemnicze wyjścia i wejścia są zamknięte. Duszę się. Nie mogę złapać oddechu, nie mogę oddychać!
- Naprawdę chcesz wyjść?
- Naprawdę!
Wolałabym umrzeć niż siebie musieć zabić
bo to niesprawiedliwe
ze cos zyje istnieje a do tego jest piekne
ale trzeba to zabic
ten kto zmusza do zabicia
powinien byc osądzony
surowo- A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść?? - spytał Krzyś ściskając Misiową łapkę. - co wtedy??
- Nic wielkiego - zapewnił go Puchatek. - posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten ktoś nigdy nie znika, tylko siedzi gdzieś i czeka na Ciebie.
She's the only one I love
She's the only thing I trust
Will they see the sky again?
Who will sing they're blues for them?
Will they breath our air again?
Who will sing they're blues for them?
Noone.
There was someone you destroyed.
Where you gonna go if they come for you?
Will there be someone left to sing just your blues?
Where you gonna run when they come for you?
Will there be someone to sing only your blues?
I don't care.
- czujesz się jak wiejska, pękata szynka?
+ tak jakby.
- owinięta sznurkiem?
+ zdecydowanie.
wzięło ją na wspominki. pamięta jak dziś, kiedy zobaczyła ją pierwszy
raz na półce. na początku nie wiedziała z czym jej się kojarzy
tytuł. mglista, nie do końca sformułowana myśl. coś, ktoś, kiedyś, o czymś podobnym mówił. powoli obejrzała okładkę i nie
mogła się oprzeć, ta książka ją wołała. kupiła. nie miała czasu czytać,
ale kiedy wreszcie miała, nie mogła przestać, ale musiała oszczędzać.
bo wtedy jeszcze nie wiedziała, że to się tak zwyczajnie nie skończy.
a straszliwie bała się końca, jak niczego innego.
nad kolejnymi nabytkami z serii nie zastanawiała się ani sekundy.
łącznie prawie tysiąc stron, ale dla niej mało. mało.
czytała i czytała. nie jadła. nie spała. i całkowicie straciła kontakt
z rzeczywistością. matko, czyste wariactwo. nie wysiedziałaby w spokoju
czekając na następną część. zrobiła coś strasznego i kiedy zdała sobie
sprawę, że to już ko.. koniec, ogarnęła ją taka pustka i poczuła się tak
jak już dawno się nie czuła. zaczęła się zastanawiać co, jak, dlaczego.
tyle miała pytań, na które były odpowiedzi. ale jej nie satysfakcjonowały.
takiego ziarna już dawno nikt w jej głowie nie zasiał. była niesamowicie
nieszczęśliwie szczęśliwa. teraz będzie czekać na coś, co przenigdy jej
nie spotka. mimo tej nieprawdopodobności uważa, że w zupełności warto.
jeszcze nigdy nie czuła tak natarczywej chęci szybszego czytania i jednocześnie tego ukłucia bólu, że z każdą stroną jest bliżej zakońćzenia niż dwie minuty temu. jestem pod wrażeniem jej możliwości. bo żeby napisać coś tak wzbudzającego zachwyt zbliżający się do obsesji ten ktoś musiał to przeżyć, albo.. albo o tym marzyć.
wie, że barwne scenariusze powstają w wyobraźni, która jest otwarta na zewnętrzne bodźce. bo każdy ma swoje małe dziwactwa.
to, że nie pije wina nie oznacza, że nie może upajać się jego bukietem.
jej to nie peszy, ani nie zawstydza. czasami zapomina oddychać.
widzicie?? przełom. nadchodzi nowa era.